Numer konta: 58 1240 1112 1111 0010 0944 9739






Aktualności - Czesław też za barierkami

23-08-2011 16:13

 


 
 
A szkoda, bo bardzo szanuję artystę i bardzo chcieliśmy zaprosić go na przyszły rok na Przystanek. A tu taka historia! Jego wypowiedź wpadła w onet.pl i już nie wczytywałem się dokładnie w komentarze, bo jest ich parę tysięcy, ale mają swój jednoznaczny antybarierkowy przekaz wypowiadany w różnej formie. Przypominam: bądźmy kulturalni nawet jeśli się z czymś nie zgadzamy. A Czesława szkoda, bardzo szkoda, bo mieliśmy ogromny na niego apetyt.
 
 
Przeczytałem też furę maili powoodstockowych – siedziałem do późna w nocy i powiem krótko – przepraszam za The Prodigy. 
 
Nad Przystankiem Woodstock pracuje nasza Fundacja. Pracujemy na różnych etapach, tzn. każdy wie co ma do roboty, jedni zaczynają działać wcześniej, a drudzy dużo później. Nie wynajmujemy żadnych agencji do organizacji festiwalu. Wszystko robimy naszymi własnymi siłami. Oczywiście zgłaszamy się do wielu specjalistycznych firm. Są to jednak kontakty bezpośrednie, telefoniczne. I tak naprawdę najpoważniejsza konstrukcja festiwalu, czyli technika, zaplecze, budowanie całego pola powstaje w rozmowach telefonicznych i przebiega w bardzo dżentelmeńskich nastrojach. Słowo zobowiązuje, a jak klasyk – Pawlak, imię Kazimierz, powiedział: „U nas słowo droższe od pieniędzy”. Jedyna zewnętrzna propozycja to był właśnie zespół The Prodigy. Od razu chcę zaznaczyć, że nie chcemy rezygnować z przyjazdów zespołów znanych, albo jak ktoś woli „gwiazd”. Lekko hardcorowa sytuacja z The Prodigy jest już za nami i wydaje nam się, że może być już tylko lepiej. Po pierwsze – jednym ogromnym głosem zadeklarowaliście się, że chcecie Przystanek Woodstock, który będzie miejscem, w którym kilka dni możecie spędzić razem, nieważne czy z gwiazdą, czy bez niej. Jeśli z gwiazdą, to żeby nie robiła żadnym problemów. Po drugie – Przystanek Woodstock przeżył przyjazd jednodniowych fanów. Może nie było ich aż tak piorunująco licznie, ale za to w swojej obyczajowości byli nie do zapomnienia. Rozumiem Wasze wstrząsy, zdziwienie, a wielokrotnie i złość, ale uczmy się, że takich fanów zawsze możemy się spodziewać. Wyciągnijmy więc wnioski. Może potrzeba więcej informacji plakatowych, bilboardowych, które w tym roku były zamiast folderów,  albo z ekranów telebimów, na temat woodstockowych zasad. Bo przecież nie będziemy robili płotów i sprawdzali kto jest jak ubrany i sprawdzali czy zna słowo „przepraszam” w trzech językach.
 
Oczywiście fani Gentlemana różnią się od fanów The Prodigy. Wiemy na pewno, że gdy w przyszłości będziemy zapraszać artystów, muszą oni jeszcze przejść „barierę barierek”. Musimy nastawić się na jak największą otwartość, ale także wymagać by respektowane były zasady Przystanku. Przyjazd takich zespołów to także zaproszenie na nasz festiwal ludzi z całej Europy. Chcemy żeby Festiwal ewoluował. Przy ogromnej sympatii i kibicowaniu polskim kapelom nie chcemy popaść w pułapkę powtarzania tych samych zaproszeń co kilka lat. Tutaj ukłony dla Jarocina, który doskonale spełnia taką rolę. 
 
Obecność dziennikarzy zagranicznych może spowodować lekkie drgnięcie w wyjściu naszej polskiej muzyki poza granicę RP. Jak na razie Ci dziennikarze, którzy byli, między innymi New York Times, zachwycili się atmosferą, klimatem i tym wszystkim co Przystanek tworzy. Chcemy doświadczać na scenie eksperymentów, chociaż pamiętam, że w poprzednich latach obok słów miłych usłyszałem także słowa potępiające za muzykę jazzową czy eksperymentalną na Przystanku Woodstock – Nigel Kennedy, Anuradha Pal, Karbido i Leszek Możdżer, czy Mazowiecki Teatr Muzyczny "Operetka" – Projekt Kiepura. Tu nie było takiej jednomyślności jak przy The Prodigy, co dało mi i naszej ekipie do myślenia. Abstrahując od całej spiny okazuje się, że jesteście bardzo wyczuleni na to jaki artysta daje przekaz samej sceny. W tym roku przyjaźń między The Prodigy a publicznością nie została w ogóle nawiązana. 
 
 
Bardzo dużo piszecie o dojeździe i za to też mogę powiedzieć: przepraszam. Ale także w dwóch słowach wyjaśnię: byłem w niedzielę na dworcu, gdzie tabuny ludzi czekało na wyjazd. To jest tak, że trzy dni dojeżdżacie, a w jeden dzień chcecie wyjechać. Firma InterCity nie podjęła wyzwania aby wystawić specjalne składy na Przystanek Woodstock. Po prostu nie byli tym zainteresowani. Nie chcę tłumaczyć Przewozów Regionalnych, ale ilość ludzi przerosła także ich możliwości. Nad całością ruchu pociągów oprócz ekipy dworca, czuwał także nasz Pokojowy Patrol z Warsikiem na czele i naprawdę w tych okolicznościach dawali radę kierując całą masą ludzką, i wpuszczając na peron tych, którzy mieli swoje pociągi. I choć na pociągi czekało się bardzo długo, to wydaje mi się, że humor ludzi nie opuszczał, a już w totalnym szoku byłem kiedy peron śpiewał mi i naszej ekipie sto lat (mamy to na filmie!). Tak samo ciężko było z wyjazdem samochodów – to był niekończący się korek, w którym też brałem udział próbując dostać się w niedzielę rano z miasta na woodstockowe pole. Zajęło mi to dwie godziny – wtedy dopiero zdałem sobie sprawę jak dużo ludzi przyjechało na Przystanek – i też nikogo nie zauważyłem kto by psioczył, pojękiwał na swój los i rzucał dookoła piorunami. Miasto Kostrzyn po prostu nie jest miastem arterii, nie ma wielkich skrzyżowań, dwupasmówek i innych udogodnień komunikacyjnych. Wielkie dzięki za cierpliwość w tych sytuacjach i wpisanie ich w koloryt naszego festiwalu. 
 
Mimo Waszych wcześniejszych obaw, klepnęliście pomysł z żetonami na piwo - okazał się on według Was bardzo konstruktywnym. Ale dopiero od Was dowiedziałem się, że sprzedawcy nie sprawdzali dowodów osobistych – czekam na potwierdzenie czy istotnie tak było. 
 
Piszecie o naszych hasłach: „Stop Przemocy, Stop Narkotykom” i pytacie o jednoczesne wyśpiewywanie przez niektórych artystów tekstów jawnie gloryfikujących niektóre narkotyki. Wam pozostawiam do osądu propozycje artystów. Wydaje mi się, że w żadnym wypadku nie przekroczyliśmy jakiejś poważnej bariery zakłócającej filozofię naszego Przystanku. 
 
Miło się czyta tekst w postaci „Czy pan wie co Pan robi z ludźmi?”… Ja już cały lekko drętwieję, a tu dalej: „Czy zdaje sobie pan sprawę, że robiąc taki festiwal naraża pan setki tysięcy istnień… na tęsknotę za nim, którą uleczy pański głos za 365 dni. To przecież tortury!”
 
Narzekaliście, że nie można było dostać się na ASP, bo taki tłok i albo należałoby powiększyć namiot, albo dać nagłośnienie na zewnątrz. Pomyślimy. Pytacie o koszulki z nazwami artystów (wyjaśniałem to na blogu) – każdy dostał taką jedną osobistą sztukę. 
 
I teraz pretensja z wielu stron do operatorów, którzy obsługiwali telebimy. Sam po raz pierwszy nie miałem podglądu tego co się na telebimach dzieje – w sumie był, ale w miejscu zupełnie wariackim i tak jak Wy mógłbym mieć zastrzeżenia do pracy montażysty, który decydował o tym, co pokazaliśmy na telebimach. Po telefonie od moich przyjaciół z pola, drugiego dnia zaczęto pokazywać publiczność, która mogła też zobaczyć „ilu nas jest na Przystanku?”.Skupianie się operatorów na dziewczynach i jak to ktoś wyraźnie napisał na „wymuszonym ekshibicjonizmie” też by mi się nie podobało. Tak jak z smsami – z tym pomysłem do piachu. Pamiętam z zeszłego roku podglądanie szalonych zabaw pod grzybkiem, łapanie przebierańców, czy ludzi noszonych na rękach – to nasz klimat. 
 
Dziękuję za bardzo logiczny wywód człowieka, który pisze o sobie, że sam organizuje koncerty i że układ woodstockowej sceny, jej wysokość oraz cała topografia terenu jest absolutnie bezbarierkową sytuacją, bardzo bezpieczną i przez niego też sprawdzoną. Podobał mi się zwrot na temat gorących zwolenników barierek, którzy piszą, że” nie wyobrażają sobie festiwalu bez barierek”. On odpowiada: ”Oczywiście, że sobie nie wyobrażają, ponieważ eventy przez nich organizowane posiadają scenę wielkości kurnika, gdzie wysokość podestu wynosi unijne 1,2 metra albo 1,8 metra. Wtedy barierek nie da się uniknąć”. 
 
O zwierzętach już wypowiedziałem się wczoraj i dostałem od Was fantastyczną zwrotną odpowiedź. Pojawiła się też nowa propozycja - chcielibyście aby sprzedawać specjalne pamiątkowe opaski na rękę z miejscem na wsunięcie karteczki z danymi osobowymi. Piszecie o tym głównie z myślą o dzieciakach, które w tumulcie zabawy oddalają się od rodziców. Czy tych dzieci jest aż tak dużo? Ja ze sceny widzę, że sporo, a z maili wynika, że wiele rodzin przyjeżdża na nasz Przystanek. 
 
Wielu z Was pochylało się nad śmieciami. Śmieci, śmieci, śmieci. A na końcu Wy sami śmiecicie. My zamawiamy kontenery,  jest ich oczywiście za mało, ale ze sceny prosiłem wielokrotnie: zbierzcie śmieci na kupę, a my je posprzątamy, Może 10%, 15% tak zrobiło. I tego musimy się uczyć, ponieważ w tym roku sprzątanie terenu, a było po na naszej stronie, również finansowo – zajęło nam dwa tygodnie! Namioty były wszędzie i nie ukrywam, że opadały nam ręce, jak widzieliście bałagan jaki po sobie zostawiliście. Takie zebranie w jedno miejsce – bardzo by nam ułatwiło robotę. Będziemy o tym dyskutowali bardzo długo, długo, długo, ponieważ staje się to dla nas sporym problemem. 
 
 
Pochwaliliście wielki namiot Lidla dziwiąc się, że ceny takie niskie. Ktoś nawet napisał, zachodzę w łeb czy to żart, żeby otworzyć sklep z meblami, bo chcecie na czymś posadzić tyłeczek.
 
Narzekaliście na toi toie i ich serwis i prosicie o więcej pryszniców, mieliście łzy w oczach na początku festiwalu i doskonale zrozumieliście o czym do Was mówiłem – nawet wtedy kiedy prosiłem o łaskawość nad naszym festiwalem wszystkich bogów. Gość Niedzielny taką sytuację widzi tylko w starożytności, ale przy okazji napisał o Przystanku Woodstock całkiem fajny artykuł. 
 
Dużo miejsca poświęciliście Pokojowemu Patrolowi, zwłaszcza medycznemu i rozumiem, że te dwa, trzy przypadki pewnego dyskomfortu w spotkaniu z nimi potwierdzają regułę, że pracowali rewelacyjnie, co w wielu mailach potwierdzacie. Ponieważ sam osobiście musiałem skorzystać z fachowej opieki medycznej – niewyleczona grypa, antybiotyki, kroplówki -więc parokrotnie w ciągu dnia byłem w szpitalu polowym, do tej pory odwiedzałem go tylko z „gospodarską z wizytą”, a teraz siedziałem na zabiegach i patrzyłem co się dzieje. Super sprawna ekipa. Super sprawny serwis. A w paru przypadkach, nie powiem, aż przymykałem oczy patrząc na powagę sytuacji. I tu także uwaga do Was wszystkich – bierzesz leki, to zażywaj je, bierzesz leki, to nie próbuj wspomagać tego jakimikolwiek używkami, bierzesz leki, czyli coś ci dolega, nie ryzykuj swoim zdrowiem i nie wystawiaj go na "wytrzymałkę". 

 
Maili dużo i ciągle przychodzą – chcę już z Wami być na co dzień, ponieważ na gorąco fajnie jest o tym wszystkim mówić. Kolejne maile dorzuca nasza drukarka. Chcemy mieć wszyscy nasz własny festiwal zbudowany przez nas ogromnym wysiłkiem. My – jego organizatorzy, chcemy mieć odwagę kształtowania jego nowości i budowania jego inności. Mamy prawo się pomylić. Nie mam oporów żeby powiedzieć "przepraszam", ale także chcę obstawać i walczyć o możliwość naszego wyboru, o którym od samego początku mówiłem, ze jest to często wybór subiektywny. Ale ten festiwal udowodnił za sprawą Waszych muzycznych propozycji, które rzeczywiście zagrały, że faktycznie pochylamy się nad Waszymi pomysłami i już do nas nadchodzą te na nowy rok. Obok śmiałych, czyli tak zwanych „gwiazd” pojawiają się w Waszych mailach kapele, które za moment otworzą swoje podwoje w internecie, a my będziemy się temu uważnie przyglądać. Generalnie poczuliście się fantastycznie. I nawet jeśli leciutko „grozicie”, że być może za rok nie przyjedziecie, bo… to na końcu pozdrawiając nas dziękujecie za przeżycia, które Was ładują i dają ogromnego kopa dobrych emocji, a wielu z Was kończy przysłowiowym „ahoj, do za pół roku", czyli do Finału, za co my wszyscy dziękujemy. 
 
(Jurek)
 
 
Projekt "Przystanek Republika"
WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE ALL RIGHTS RESERVED                 COPYRIGHTS © WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY